Proszę o wsparcie dla Krzysia Bulczaka, największego bohatera jakiego znam.

Krytyczna edukacja medialna na podstawie działań na rzecz osobistej archiwistyki cyfrowej

Szkic wystąpienia przygotowanego na konferencję Kultura od nowa (@Gdańsk, 18.09.2015)

1. Czy wiecie czym jest JavaScript? To skrypty na stronach WWW generujące efekty dynamicznego wyświetlania treści, przewijania, interakcji. Google, Youtube, Facebook jest pełen JavaScriptu. Dlaczego w ogóle wspominam o tym? Istnieje coś takiego jak archiwistyka Webu: różnym instytucjom (a nawet inicjatywom oddolnym) zależy na zabezpieczaniu historycznych wersji stron internetowych. Po co? W celu dalszych badań i analiz albo po prostu żeby zachować coś, co określić można jako dziedzictwo cyfrowe.

JavaScript to wyzwanie dla archiwistyki Webu. Dlaczego? Ideą archiwum byłaby kopia 1:1, przygotowana według standardów i odpowiednio zabezpieczona kopia treści strony, wyglądająca i działająca tak, jak treść dostępna w oryginalnej lokalizacji. Niestety strony wypełnione JavaScriptem niekiedy trudno się archiwizuje, to znaczy trudno wykonać kopię archiwalną, która byłaby tak samo dynamiczna i działała tak samo jak strona w oryginalnej domenie. JavaScript wyświetla stronę dynamicznie, jako kontinuum (tak działa Facebook), w zależności od działań konkretnego użytkownika. Oprogramowanie archiwum nie może zapisać kontinuum, musi w pewnym momencie powiedzieć “stop!” i zarchiwizować wybrany ucięty fragment. Spróbujcie zapisać na dysku swój profil z Facebooka prostym poleceniem “Zapisz stronę jako.” Jeśli taką kopię uruchomimy osobno z pulpitu, nie będzie działać jak prawdziwy Facebook. To nie będzie cały wasz profil, jedynie jakaś uboga jego część.

2. Czy to jest jednak problem, który warto poruszyć na konferencji o edukacji medialnej? Tak. I na dodatek warto połączyć go z ideą krytycznej edukacji medialnej i osobistej archiwistyki cyfrowej.

3. Krytyczna edukacja medialna każe nam nie tylko budować wiedzę i kompetencje w zakresie bezpieczeństwa i sprawności korzystania z mediów, ale także rozwijać krytyczne spojrzenie na mechanizmy rządzące współczesnym systemem medialnym (Kellner & Share, 2005). Upraszczając: nie tylko uczymy wklejania z Worda do Excela (co stanowi normalną praktykę edukacji medialnej), ale też zastanawiamy się, dlaczego akurat Worda i Excela a nie z Libre Writera do czegoś tam, co w Libre Office pełni rolę arkusza kalkulacyjnego. Nie chodzi tu o prostackie wygrażanie problemem wolności oprogramowania, ale o refleksję choćby o tym, dlaczego i w jaki sposób praca biurowa (i może naukowa) polega dziś w dużej mierze na przeklejaniu z Worda do Excela czy robieniu animowanych prezentacji w Power Poincie. To są też pytania o dominację kapitału nad oprogramowaniem i danymi, o mechanizmy pracy online i jej (nie)wynagradzanie, o oczekiwania rynku czy autonomiczność systemu publicznej edukacji, który jest dziś przecież pierwszym nauczycielem Worda i Excela. Krytyczna edukacja daje twarde kompetencje, ale przy okazji każe zadawać pytania dlaczego? po co? jaki pomysł na świat, społeczeństwo czy kulturę za tym stoi?

4. Natomiast osobista archiwistyka cyfrowa, którą wspomniałem wyżej, to nic innego jak wiedza i kompetencje w zakresie pozyskiwania i zabezpieczania własnych zasobów i danych cyfrowych. Dziś wiele osób twierdzi, że posiadając zdjęcia rodzinne na Picassie, Facebooku czy Flickrze mają je zabezpieczone. Ideałem jest chmura – czyli brzydko mówiąc inny komputer, gdzie nasze dane mają bezpiecznie leżeć przez dziesięciolecia, w zamian za to, że oddajemy je do przetwarzania czy stajemy się nośnikami reklam. Ale ok, może to jest po prostu jakiś koszt cywilizacyjny: tak jak trudno nie mieć konta w banku, tak trudno nie być przedmiotem cyfrowego profilowania. Prywatność to przecież bardzo dynamiczne pojęcie. Nie ma czegoś takiego jak jeden wzorzec prywatności, zawsze jest jakiś kontekst, wobec którego trzeba ją definiować.

5. Działania na rzecz rozwoju osobistej archiwistyki cyfrowej to próba pokazania, że umieszczenie zdjęć na Flickrze czy Facebooku nie jest archiwizacją. Że osobiste archiwum to jest wartość, że konieczne jest tworzenie pewnych zasad co do tego, jakie treści zabezpieczamy a jakich nie. Oraz – co ważne – że nie zawsze jesteśmy w stanie w pełni pozyskać nasze treści i dane z miejsc, gdzie oryginalnie są gromadzone. Facebook i Google pozwala na to – ale dziś pozwala, a jutro może pobierać już za to opłaty. Nie mamy dziś pełni władzy nad osobistymi zasobami cyfrowymi, dzielimy się tą władzą z globalnymi firmami o wielkiej sile. Albo to raczej one dzielą się swoją władzą z nami.

6. Władza wielkich pośredników czy wydawców ujawnia się właśnie w problemie JavaScriptu. Możemy z Facebooka wyeksportować własne dane, ale one poza infrastrukturą Facebooka nie będą prezentowane taki sposób, jak pod oryginalną domeną. Możemy próbować zapisać sobie facebookową stronę korzystając z narzędzi do archiwizacji Webu, ale – o ile w ogóle uda nam się to zrobić, to na pewno nie będzie to kopia 1:1. Może pozyskamy nasze dane, ale nie zarchiwizujemy relacji z innymi użytkownikami. Ściągniemy sobie i zabezpieczymy tylko jeden węzeł wielkiej sieci.

7. Można powiązać krytyczną edukację medialną z osobistą archiwistyką cyfrową. Wyobraźmy sobie projekt edukacyjny, w ramach którego uczymy ludzi, jak pozyskiwać i archiwizować swoje zasoby cyfrowe. Ale przy okazji mówimy im:
– że archiwum to od zawsze jakaś forma władzy (decydowania o tym, co może być zabezpieczone, a co nie);
– że nie mamy pełni praw do naszej cyfrowej spuścizny online, bo istnieją pośrednicy, którzy nie pozwalają na to, aby się od nich w pełni uniezależnić;
– że istnieje coś takiego jak JavaScript jako technologia współczesnego Webu i że ta neutralna technologia może powodować, że władza pośredników nad osobistymi zasobami jest wzmacniana; a więc – możemy powiedzieć uczestnikom projektu, inspirując się studiami nad oprogramowaniem – to nie tylko kapitał czy idea formatują nam Internet i nasze prawa online, ale też niewinne technologie;
– przekazując twarde kompetencje w zakresie archiwizacji osobistych zasobów cyfrowych możemy też uczulać na kwestie prywatności, inspirować rozwijanie własnej – jak to się ładnie nazywa – prywatności kontekstualnej.

Takie warsztaty planuję wkrótce uruchomić w ramach inicjatywy 3edu.pl bez oglądania się na dostępne granty ze środków publicznych. Zapraszam serdecznie do współpracy przy tym i innych projektach związanych z edukacją medialną. Zapraszam do współpracy w ramach pierwszej polskiej spółdzielni edukacji medialnej.

Przeczytaj także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Akceptowane są wyłącznie komentarze merytoryczne. Każdy komentarz podlega moderacji.

Udostępnij na Twitterze | Udostępnij na Facebooku