Proszę o przekazywanie wsparcia w ramach 1 proc. podatku dla Krzysia Bulczaka, największego bohatera, jakiego znam. KRS 0000037904 z dopiskiem 20374 Bulczak Krzysztof

Archiwum cyfrowe jako doświadczenie

Przeczytałem właśnie poruszający esej Andrzeja Franaszka Cały ten kram życia, zamieszczony w 3 numerze “Pisma”. Tekst poświęcony jest doświadczaniu archiwum – Franaszek, redaktor i literaturoznawca, specjalista eksplorujący twórczość i biografie polskich poetów współczesnych, rekonstruuje myśli, emocje i ślady Herberta, zachowane w jego osobistych notatkach, kalendarzykach, biletach, kawiarnianych serwetkach, rysunkach, opakowaniach po czekoladzie, drobiazgach. Kontakt z artefaktami archiwum, którego część przechowywana jest w Bibliotece Narodowej, wywołuje nostalgię i jeszcze raz pozwala odczuć stratę – dla mnie nawet nie konkretną, niekoniecznie koncentrującą się na biografii Herberta, ale uniwersalną, zwykłe przemijanie pozostawiające po sobie wspomnienia młodości zapisane na zdjęciach, stare listy, na które nikt już nie odpisze, nieaktualne numery telefonów, drobiazgi, z którymi nie wiadomo co zrobić, kiedy odejdzie osoba nadająca im sens.

W takim spotkaniu z osobistą historią znika ta dominująca przemoc archiwum, które ma racjonalnie oddzielać pamięć i emocje od faktów i historii. Nawet jeśli każdy skrawek z papierów Herberta posiadałby własne metadane i był hierarchicznie skatalogowany, bezpośredni, fizyczny kontakt z nimi wyzwala emocje ignorujące wszelkie standardy opisu i zestawy słów kluczowych.

Czytając Franaszka zastanawiałem się, czy takie doświadczenie ma być udziałem wyłącznie tych, którzy mogą sobie pozwolić na kontakt ze zbiorami na miejscu, w bibliotece czy archiwum. Czy zdigitalizowane i opublikowane w Internecie resztki czyjejś biografii są w stanie wywołać podobne emocje, biorąc pod uwagę, że w relacji między nimi a nami pośredniczy interfejs przeglądarki? Pytanie to coraz bardziej zasadne, bo pokoleniowym doświadczeniem staje się właśnie kontakt z cyfrowymi resztkami, drobiazgami i śladami umierających ludzi. Czy dałoby się napisać podobny – w emocji i perspektywie – tekst, który bazowałby nie na przeglądaniu papierów poety przechowywanych w bibliotece, ale profilu z Facebooka, być może nawet wciąż jeszcze aktywnego i w jakiś przerażający sposób zmuszanego algorytmami do sztucznego życia?

Nie wydaje mi się, żebyśmy – mając jedynie dostęp do cyfrowych substytutów archiwum, tracili tak bardzo wiele. Pamięć i nostalgia własnymi drogami szuka oparcia w rzeczach i czasem nawet drobny szczegół wywołuje lawinę.

Andrzej Franaszek, Cały ten kram życia, Pismo. Magazyn Opinii, 3/2018.

Udostępnij na na Twitterze | Udostępnij na Facebooku

Przeczytaj także