Proszę o wsparcie dla Krzysia Bulczaka, największego bohatera jakiego znam.

To nie są Twoje książki

Korzystanie z czytników to funkcjonowanie w systemie, w którym czytanie nie jest już czynnością autonomiczną, a własność do książki zostaje podważona.

Od 31 maja 2016 roku użytkownicy dystrybuowanych na rynek brytyjski czytników Nook nie mogą logować się nimi do własnych kont w księgarni Barnes & Noble. Dowiedziałem się o tym kilka dni temu, kiedy po twardym resecie czytnika musiałem od nowa zarejestrować go w systemie. Na szczęście udało mi się na jakimś forum znaleźć informację o sekwencji gestów, która pozwoliła uruchomić czytnik bez logowania, a ponieważ nigdy nie kupiłem (czy raczej nie wypożyczyłem) niczego z Barnes & Noble, nie musiałem obawiać się utraty dostępu do książek.

Nie bardzo interesują mnie biznesowe motywacje strategii Barnes & Noble ani nie przejmuje krytyka tej sieci ze strony użytkowników Nooka. Problemem jest tak naprawdę coś zupełnie innego. Kłopoty z rejestracją czytnika przypomniały mi, że w mojej osobistej przestrzeni czytania od lat działał niewidoczny pośrednik, a narzędzie, z którego korzystałem, nigdy tak naprawdę nie było wyłącznie moje.

Czytanie kupowanych poza Barnes & Noble książek na czytniku Nook Simple Touch to i tak wciąż poruszanie się w przestrzeni prawie-autonomicznej, szczególnie w porównaniu z Kindle. Jednak nawet jeśli ebooki trzymam na osobnej karcie pamięci (a nie na serwerach producenta czytnika) i nie synchronizuję biblioteki z kontem online, to i tak moje urządzenie pozostaje pod nadzorem, a czytanie nie jest już autonomiczną, prywatną czynnością. To prawda, kiedyś także nie było – przed wiekami czytano przede wszystkim na głos. Jednak teraz dochodzi do tego problem własności: własności narzędzia, za pomocą którego czytamy, własności oprogramowania, które wyświetla poszczególne książki oraz własności plików książek.

Czy kupione w księgarniach online ebooki należą do czytelnika? Status usługi, jaki nadaje się książkom elektronicznym w UE, sugerowałby, że nie do końca. Być może je po prostu użytkujemy, nie mając większych praw do swobodnego dysponowania tą niejasno zdefiniowaną własnością. Czy nasze dzieci mogą dziedziczyć kupione przez nas ebooki? Zapełnianie książkami kolejnych regałów w domu to przejaw rozwijania rodzinnego kapitału kultury – jak rezygnacja z materialnych nośników literatury czy muzyki na rzecz gromadzonych na dyskach i czytnikach plików wpływa na ten kapitał? Jest przecież jakaś fundamentalna różnica w tym, czy przekazujemy dzieciom kolekcję płyt czy raczej swoje konto na Spotify – jeśli w ogóle można to zrobić. W perspektywie własności egzemplarz wciąż znaczy więcej niż dostęp.

Oczywiście taka jednostronna interpretacja znaczenia cyfrowych nośników kultury jest fałszywa, bo nie uwzględnia choćby tego, jak postać cyfrowa albumów muzycznych czy książek zwiększa ich społeczną dostępność. Jednak jestem przekonany, że kategoria własności powinna pojawiać się w dyskusjach o książce elektronicznej i jej efektach społecznych.

Zobacz też: Who’s Tracking Your Reading Habits? An E-Book Buyer’s Guide to Privacy – tabela opisującą granice autonomii czytania na popularnych czytnikach.

Przeczytaj także:

Udostępnij na Twitterze | Udostępnij na Facebooku