Poetyka opisów archiwalnych

Kolejny argument do dyskusji o tym, czy archiwa społeczne są w ogóle archiwami, daje lektura artykułu Karin Wagner, pomieszczonego w najnowszym numerze czasopisma Archival Science. Autorka zajmuje się w nim opisami fotografii publikowanych w serwisie HistoryPin i porównuje opisy dodawane przez użytkowników z tymi przygotowywanymi przez profesjonalnych archiwistów, umieszczających tam zdjęcia ze zbiorów swoich instytucji.

Przygotowując się do analizy, Wagner przegląda podstawową literaturę dotyczącą semiotyki obiektów wizualnych (m.in. Barthes, Sontag), przytaczając także wątek gatunkowości opisów, który w ogóle wydaje mi się jedną z ciekawszych propozycji badania archiwistyczności archiwów społecznych. Porównywanie opisów udostępnianych przez zwykłych użytkowników z tymi wypracowanymi przez zespoły profesjonalnych instytucji zawsze doprowadzi do dość oczywistych stwierdzeń, akcentujących brak obiektywności, ignorowanie standardów czy niepotrzebną emocjonalność tych pierwszych. Już choćby dlatego archiwa społeczne – o czym jestem coraz bardziej przekonany – nie są archiwami. Jednak taka analiza nie daje zbyt wiele poza kolejnym argumentem na rzecz tej tezy.

Wykorzystanie gatunkowości jako narzędzia badania archiwów społecznych jest o wiele bardziej obiecujące. Kiedy w amatorskim opisie fotografii dostrzegamy fragment dziennika osobistego, podpis z kartki pocztowej a nawet status facebookowy mówiący więcej o tym, co teraz niż o tym, co kiedyś, otwiera się przed nami zupełnie ciekawa perspektywa badania tego, jak społecznie komunikujemy o przeszłości. Dlatego być może na archiwa społeczne lepiej patrzeć jak na różne sposoby odnoszenia się do przeszłości: nostalgiczne (gdzie dominuje estetyczne i emocjonalne odczytanie zbiorów, tak jak przy przeglądaniu albumów rodzinnych), tożsamościowe (gdzie zbiory i ich opisy służą umacnianiu pewnej wizji historii, tak jak w podręcznikach szkolnych) albo pulpowe, gdzie wszystkie zbiory wrzucone są do jednego worka, a ich wartość leży w atrakcyjności, zdolności do nawiązywania do bieżących wydarzeń czy popkultury. Tak więc zamiast zastanawiać się nad tym, jak bardzo archiwa społeczne oddalone są jako instytucje społeczne od klasycznych archiwów, szukajmy w nich gatunkowości i dostrzegajmy, jaka wielka wartość leży w tym, że nie są zimne i obiektywne, a wszelkie standardy mają zazwyczaj gdzieś.

Co jeszcze? Wagner zauważa, że amatorskie opisy obiektów archiwalnych cechuje nie tylko dostrzegalna gatunkowość, ale też są one bardziej zanurzone w rzeczywistość poza treścią fotografii. Ludzie opisują nie tyle to, co na niej widać, ale to, z czym im się dana fotografia kojarzy, jakie wywołuje wspomnienia, w jakich okolicznościach powstała i jakie ma teraz znaczenie. To informacje spoza katalogu metadanych wszelkich standardów opisów archiwalnych, pokazujące jednak, że archiwum – wskazujące na przeszłość – może pełnić rozmaite funkcje wobec tego, co tu i teraz. Archiwum jako metoda terapii po stracie bliskiej osoby? Archiwum jako przestrzeń udowadniania własnej atrakcyjności, działające niemal jak Facebook, gdzie każda fotografia uzupełnia budowany z mozołem wizerunek publikującego ją użytkownika? Kto by pomyślał, że tyle może dawać odrzucenie ISAD.

Z drugiej strony to też nie jest tak, że w profesjonalnie prowadzonych archiwach nie da się znaleźć emocjonalnego i nieobiektywnego języka opisu zbiorów. Niedawno Anna Nowakowska-Wierzchoś, archiwistka z Archiwum Akt Nowych, opublikowała na Facebooku taki komentarz:

W Kancelarii Cywilnej Naczelnika Państwa znajdują się akta sklasyfikowane jako „Grafomania”. Są to listy, podania i memoriały różnych osób w sprawach nieistotnych lub nie nadających się do realizacji. Z kolei Jerzy Giedroyc, w końcu urzędnik ministerialny w II RP, już jako redaktor „Kultury” tego typu pisma wkładał do segregatora zatytułowanego „Wariaci”. Mimo, iż nadawcy zostali dość nisko zaklasyfikowali intelektualnie czy psychiczne, to adresaci, zamiast wyrzucić listy do śmieci lub wyłożyć nimi kuwetę, postanowili zarchiwizować owe wywody jako swoiste świadectwo epoki. Albo kuriozum do okazywania przy wszelkiej maści spotkaniach nieformalnych.

Także w NAC znajduje się bardzo interesująca kolekcja Narcyza Witczaka-Witaczyńskiego, fotografa wojskowego z międzywojnia. Tutaj wszystkie fotografie opisane są w sposób znacząco odbiegający od standardów (i moim zdaniem są wartością samą w sobie). Warto posłuchać wystąpienia podejmującej ten temat Magdalena Hartwig (NAC), zarejestrowanego podczas niedawnego zjazdu Internetowego Forum Archiwalnego.

Wagner, K. (2017). The personal versus the institutional voice in an open photographic archive. Archival Science, Volume 17

Udostępnij na na Twitterze | Udostępnij na Facebooku

Przeczytaj także

Newsletter bezpieczny dla Twojego adresu email dostarcza tinyletter.com. Dowiedz się więcej